poniedziałek, 16 czerwca 2014

Nalli gosht - jagniecina w jogurtowym curry z przyprawami

Wg Maunika Gowardhan

Przepis ten zaczerpnięty jest z bloga pewnej Indyjki imieniem Maunika. Dzieli się ona swoją kuchnią z wszystkimi, którzy chcą poznać jej tajniki. Lubię stronę Mauniki przede wszystkim dlatego, że mogę liczyć na prawdziwość podawanych przepisów, a tym samym na efekt bardzo zbliżony do oryginalnych indyjskich smaków.


Nalli gosht nie jest ostre, ani zbyt tłuste. Smak tegoż curry ma wiele poziomów, uzyskujemy to przede wszystkim dzięki marynowaniu mięsa. Jagnięcina po dość długim czasie przygotowywania i gotowania jest aromatyczna i dosłownie odpada od kości przy dotknięciu widelca. Jogurt, dodawany na końcu sok z cytryny oraz kolendra sprawiają, że danie ma rześki posmak.

Maunika podaje, że danie to jest częścią kuchni Mughlai, która posiada również tak znaną potrawę jak kofta. Zamieszczę pewnie jeszcze niejeden przepis tej Pani, mając nadzieję na wspaniałą podróż po indyjskim świecie smaków.



Składniki na 2 osoby:

 
Na zaprawę do mięsa:
4 golonki jagnięce w całości lub pocięte w grube plastry
3 ząbki czosnku
1,5 cm imbiru
1 łyżeczka łagodnej papryki
0,5 łyżeczki mielonych nasion kolendry

Na curry:
2 łyżki oleju
0,5 łyżki masła
4 cm laski cynamonu przełamanej na pół
3 zielone nasiona kardamonu
3 goździki
6 ziaren czarnego pieprzu
1 średnia biała cebula
1 zielone lub czerwone chilli
¼ łyżeczki łagodnej papryki
½ łyżeczki kurkumy
1 łyżeczka suszonych liści kolendry
0,5 łyżki pasty pomidorowej
2 czubate łyżki jogurtu greckiego
200 ml wody
sól do smaku
¼ łyżeczki gałki muszkatołowej
0.5 łyżki soku z cytryny
świeża kolendra do posypania dania



W oryginale potrawa zrobiona jest z całych golonek jagnięcych, ja jednak tego dnia nie dostałam takich, dlatego też wykorzystałam mięso z golonek pokrojonych na grube plastry. Mięso myjemy w zimnej wodzie, osuszamy ręcznikiem papierowym. Z czosnku, imbiru i odrobiny wody przygotowujemy pastę, dodajemy do niej paprykę oraz kolendrę. Powstałą pastę wcieramy w mięso i marynujemy kilka godzin a najlepiej całą noc.

W garnku lub patelni o grubym dnie rozgrzewamy olej i masło. Następnie wrzucamy laskę cynamonu, kardamon, goździki i ziarna pieprzu. Smażymy parę sekund, aż olejki z przypraw połączą się z olejem. Cebulę kroimy w drobną kostkę. Wrzucamy do przypraw, smażymy na średnim ogniu, aż do uzyskania brązowego koloru. Następnie dodajemy drobno posiekaną chilli, kurkumę i suszoną kolendrę. Smażymy przez chwilę. Jeżeli mieszanka zrobi się bardzo gęsta, możemy dodać trochę wody.

 
Po chwili smażenia przypraw dodajemy  pastę pomidorową i dobrze mieszamy, uważając, aby się nie przypaliło. Kawałki zamarynowanej jagnięciny kładziemy na patelni i obsmażamy 7-10 minut. Następnie dodajemy jogurt i wodę mieszając energicznie w celu otrzymania jednolitej konsystencji. Solimy do smaku.

Garnek/patelnię przykrywamy szczelnie pokrywką i gotujemy potrawę na małym ogniu przez ok. 1,5 godziny. Pamiętamy, aby od czasu do czasu sprawdzić potrawę i przełożyć mięso na drugą stronę.
 
Po godzinie gotowania dodajemy do curry gałkę muszkatołową. Mieszamy i gotujemy pod przykryciem następne 20/30  minut, aż mięso będzie całkowicie miękkie a sos gęsty.
Na koniec dodajemy do curry sok z cytryny i siekaną świeżą kolendrę.
 

Serwujemy z ryżem i chlebkami naan.


Zapraszam do stołu!
 
 

środa, 28 maja 2014

Coq au vin czyli kogut w winie



Coq to po francusku kogut. Niby kogut, bo do przepisu bierzemy kurczaka
J Proste danie a jakie pyszne. Pasuje bardzo do ziemniaczanego puree i sałatki z zielonej sałaty. To jedno z tych dań, do ugotowania którego nie potrzeba być dyplomowanym szefem kuchni. Wrzucamy składniki do garnka i cierpliwie czekamy, aż czas i temperatura zrobią swoje. Czyż może być prościej?


Składniki na 6 porcji:
20 szalotek
2 łyżki oliwy
6 kawałków boczku (ok. 390 g)
440g małych pieczarek
2 ząbków czosnku, zgniecione
1,8kg kurczaka całego lub ulubionych części kurczaka
500 ml czerwonego wytrawnego wina
240g marchewki pociętej w duże kawałki
3 listki laurowe
4 gałązki świeżego tymianku
2 gałązki świeżego rozmarynu
375 ml wywaru z kurczaka
70g koncentratu pomidorowego
35g mąki kukurydzianej
2 łyżki wody

 

Cebulki obieramy i odcinamy końcówki z dwóch stron. Zostawiamy je w całości. Na patelni rozgrzej łyżkę oleju. Na oleju obsmażamy cebulki, aż uzyskają złocistą barwę. Zdejmujemy je z patelni i odstawiamy na bok. Na tej samej patelni obsmażamy teraz boczek, pieczarki i zmiażdżony czosnek. Smażymy, aż do uzyskania chrupiącego boczku, następnie zdejmujemy z patelni.

Kurczaka dzielnym na 12 części, jeśli używamy całego. Na patelni rozgrzewamy drugą łyżkę oleju i smażmy na niej kurczaka, aż do uzyskania złocistego koloru skórki z każdej strony. Zdejmujemy kurczaka i wlewamy na patelnię wino. Mieszamy wino na patelni i zagotowujemy.

Kurczaka umieszczamy w dużym garnku, dokładamy cebulki, boczek, pieczarki, marchewki pocięte na duże kawałki, zioła, wywar, miksturę winną z patelni i koncentrat. Przykrywamy garnek pokrywką i ustawiamy na minimalnym ogniu. Gotujemy ok. 1,5 godzinny sprawdzając miękkość kurczaka.

Pod koniec gotowania rozpuszczamy mąkę w 2 łyżkach wody i dodajemy do potrawy szybko mieszając. Gotujemy jeszcze ok. 15 – 20 minut, aż do uzyskania gęstego sosu. Na koniec smakujemy i doprawiamy do smaku, jeśli będzie to potrzebne.


Pychota!

poniedziałek, 5 maja 2014

Swietokrzyskie kartacze - czyli "byki" mojej Babci


Niezapomniane „byki”, jak nazywa je moja Babcia… Potrawa przygotowana przez Nią jeszcze na długo przed moimi narodzinami. Nie pamiętam, kiedy pierwszy raz mi je podała, ale na pewno musiały zrobić na mnie wrażenie, bo od tego czasu wyczekiwałam na nie jak na zbawienie.
Babcia nie przygotowywała ich często, ich obecność na stole była zawsze czymś wyjątkowym. Cała rodzina zlatywała się do nich jak sępy na żer, ale Babcia zawsze dbała, aby jej wnusie najadły się pierwsze J
Sama potrawa pochodzi, jak moja Babcia, z rejonu Gór Świętokrzyskich i z tego co czytałam jest tam nadal obecna. Wiem też, że nadzienie może się różnić, jedni przygotowują kartacze z kiszoną kapustą i mięsem, inni z samym mięsem. Ja te z mięsem lubię najbardziej.
Dziś przygotowałam „byki” sama i niesamowicie jestem szczęśliwa, że udało mi się nie sprofanować tej ważnej dla mnie potrawy. Smakuje jak u Babci, no może prawie jak u Babci… J


Składniki:
2,5 kg obranych ziemniaków
2 duże cebule
0,5 kg mięsa mielonego wieprzowego
0,5 kg mięsa mielonego wołowego
słonina do wytopienia tłuszczu – najlepiej wytopić tłuszcz jeszcze przed przystąpieniem do pracy nad potrawą
sól
pieprz


tetrowa pielucha – najlepiej nie potraktowana kwiatkowym płynem do płukania J


Przygotowanie „byków” zaczniemy od farszu. W tym celu obieramy cebulę i kroimy w niezbyt drobne paski. Nie przykładamy się zbytnio bo i tak po obsmażeniu z mięsem wszystko zostanie zmielone. Na patelni rozgrzewamy smalec i smażymy cebulę, aż będzie miękka i uzyska złoty kolor. Następnie dodajemy całe mięso i smażymy mieszając jakieś 10 minut, aż będzie usmażone. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Przygotowujemy maszynkę do mielenia mięsa i przepuszczamy nasz farsz. Po ukończeniu mielenia odstawiamy farsz na bok, niech trochę ostygnie.

Teraz przechodzimy do byków. Na początek obieramy ziemniaki – jak widzicie powyżej wagę ziemniaków podałam już po ich obraniu – następnie myjemy i oddzielamy 0,5 kg, które nastawiamy do ugotowania. Resztę ziemniaków tarkujemy na papkę (tarka w gwiazdki jak na placki ziemniaczane).
Gdy całe 2 kilo ziemniaków zamienimy już w wodnistą papkę nadejdzie czas na odciskanie z nich soku. Tutaj przyda nam się tetrowa pielucha. Ziemniaczaną papkę przelewamy do pieluchy a następnie przy pomocy silnych – najlepiej męskich rąk – odciskamy cały sok tak, aby pozostały miąższ był zbity i lekko wilgotny.



 

Miąższ ziemniaczany wkładamy do miski, sok z ziemniaków zostawiamy aby chwilkę odstał, gdy gotowane ziemniaki będą już miękkie odcedzamy je i ubijamy lub mielimy na gładkie puree. Puree dodajemy do surowych ziemniaków, sok z ziemniaków ostrożnie wylewamy a osiadłą na dnie skrobię przekładamy do mieszanki ziemniaczanej. Wszystko solimy do smaku i mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji.

Na dłoni formujemy dość duży okrągły placek z mieszanki ziemniaczanej - grubości ok. 4 mm.  Na środku układamy dość sporo farszu i zamykając farsz w ziemniaczanym placku formujemy dłońmi kulę. Ugniatamy delikatnie uważając, aby farsz był szczelnie zamknięty w ziemniakach. Z tej ilości farszu i ciasta ziemniaczanego powinno wyjść od 10 do 13 dużych kartaczy.
Nastawiamy garnek z osoloną wodą, zagotowujemy i ostrożnie wkładamy byki. Woda powinna cały czas delikatnie bulgotać, nie wrzeć zbyt mocno, aby nie uszkodzić naszych kartaczy. Gdy byki zaczną wypływać na powierzchnię gotujemy je jeszcze ok. 3 -4 minuty, aby mieć pewność, że będą gorące w środku. Łyżką cedzakową wykładamy je delikatnie na talerz. Pamiętajmy, że kartacze wyciągane z gotowania są delikatne i łatwo można je uszkodzić, w miarę jak stygną ziemniaki robią się coraz twardsze dlatego po całkowitym ostudzeniu kartacze można przechowywać w lodówce lub zamrażalniku. Następnego dnia wystarczy takiego kartacza wrzucić na gorącą patelnię z tłuszczem, obsmażyć kilka minut, aby był w środku ciepły a na zewnątrz lekko przysmażony i gotowe!




Do podania kartaczy brakuje już tylko tłuszczu i skwarków. Najlepiej zrobimy przygotowując je zawczasu, aby potem już tylko go podgrzać i polać nim gorące kartacze tuż przed ich podaniem.




Palce lizać!!!!

wtorek, 29 kwietnia 2014

Tiramisu - włoskie szaleństwo


Wracamy do mojego pobytu we Włoszech. Oprócz przepisu na pizzę wywiozłam jeszcze przepis na to ciasto. Najbardziej znany włoski przysmak, uwielbiają go prawie wszyscy. Ja nie pijam kawy, ale na tiramisu ochotę mam zawsze. Zniewala smakiem, uzależnia, omamia i przyciąga, aby jeść więcej, więcej i więcej. Istnieje dużo wersji tiramisu, ta jest najbardziej rozpowszechniona. Możemy ją oczywiście modyfikować, zrezygnować z alkoholu lub dodać kakao do kremu. Możemy także przygotować pomarańczową wersję kremu poprzez dodanie do niej świeżo startej skórki i soku z jednej pomarańczy zamiast jednego z jajek.

Szalejmy zatem i przygotujmy coś od czego z pewnością się uzależnimy!


Składniki:
500 g mascarpone
4 jajka
7 łyżek cukru
600 ml kawy
10 ml likieru kawowego
2 opakowania włoskich biszkoptów „ladyfingers”


Na początku parzymy jajka w gorącej wodzie, następnie oddzielamy żółtka od białek. Do żółtek dodajemy ser mascarpone i cukier. Ucieramy aż do otrzymania jednolitej masy i całkowitego rozpuszczenia cukru. Białka ubijamy na sztywną pianę, następnie dodajemy je do sera z żółtkami i cukrem. Mieszamy bardzo ostrożnie, aby nie utracić lekkości piany.
Krem odstawiamy do lodówki na czas przygotowania biszkoptów.

Przy pomocy ekspresu do kawy przygotowujemy 600 ml mocnego naparu. Uważamy, aby w płynie nie było nie było drobinek fusów. Kawę osładzamy 2 łyżkami cukru, dodajemy alkohol i zostawiamy do ostygnięcia.


Biszkopty pojedynczo namaczamy w kawie, zależy nam na tym, aby całe nasiąkły ale uważamy, by się nie rozpadły. Namoczone biszkopty układamy ciasno na dnie naczynia, następnie pokrywamy warstwą kremu. W ten sposób budujemy 3 warstwy. Ostatnią trzecią warstwę ciastek pokrywamy kremem i odstawiamy do lodówki na noc, w celu zestalenia ciasta. Tiramisu posypujemy cienką warstwa gorzkiego kakao zaraz przed podaniem.

Można je przechowywać w lodówce nie dłużej niż 3 dni, tak krótki czas podyktowany jest zawartością surowych jajek w cieście.



Tiramisu nigdy nie ma się dość. Gdy już myślimy, że osiągnęliśmy nirwanę po kilku minutach wracamy po dokładkę J

sobota, 19 kwietnia 2014

Sernik Wielkanocny



 

Składniki na ciasto do 23 cm formy.

Masa serowa:
500 g tłustego twarogu
5 jajek
¾ szklanki cukru
2 łyżki masła
75 g rodzynek
szczypta soli
łyżka skórki pomarańczowej
cukier waniliowy


Spód:
1 szklanka mąki
2 żółtka
2,5 łyżek cukru
80 g masła
zapach waniliowy
szczypta soli

 


Zaczynamy od przygotowania ciasta na spod sernika. Do miski robota wsypujemy mąkę i pocięte na kawałeczki masło o temperaturze pokojowej. Uruchamiamy robota wyrabiamy aż do otrzymania piaskowej konsystencji. Następnie dodajemy sól i cukier zapach waniliowy i żółtka. Wszystko wyrabiamy aż do otrzymania jednolitego, dobrze wyrobionego ciasta. Formujemy niego kulę, zawijamy w folię i wstawiamy do lodówki.

W czasie gdy nasze ciasto na spód się chłodzi przystępujemy do przygotowania masy serowej. Pracę rozpoczynamy od namoczenia rodzynek w gorącej wodzie. Następnie dwukrotnie przepuszczamy twaróg przez maszynkę o najmniejszym sitku. Gdy twaróg będzie już gotowy, stopniowo dodajemy do niego cukier i po jednym żółtku stale mieszając na koniec dodajemy cukier waniliowy, sól i skórkę z pomarańczy. Gdy cały cukier i wszystkie żółtka znajdą się już w twarogu, rozpuszczamy masło uważający by nie nabrało wysokiej temperatury i dodajemy powolutku do masy dobrze umieszczając.
 
Ciasto na spód wyciągamy z lodówki, oddzielamy od niego niewielką jego ilość, aby na końcu zrobić z niego kratkę na wierzchu masy serowej. Obsypane mąką ciasto kładziemy pomiędzy dwa spore kawałki folii przeźroczystej i wałkujemy na dość cienki placek. Z góry ciasta usuwamy folię i przy pomocy folii pod spodem placka przenosimy go do formy. Teraz usuwamy folię całkowicie i układamy ciasto w formie. Piekarnik nagrzewamy do 160 – 180 stopni.

Białka jajek ubijamy na sztywną pianę i dodajemy powolutku do masy serowej. Mieszamy ostrożnie, aby nie zniszczyć struktury piany. Na koniec delikatnie dodajemy rodzynki i mieszamy 2 – 3 razy , aby równomiernie rozłożyły się w cieście. Masę przelewamy do formy.

Akcentem końcowym będzie rozwałkowanie pozostawionej reszty ciasta na cienki placek i wycięcie z niego niezbyt szerokich pasków. Paski te układamy na górze sernika formując z nich kratkę.
 
 
Sernik wkładamy do nagrzanego piekarnika na 50 – 60 minut. Po upieczeniu zostawiamy do ostygnięcia. Gdy będzie już zimny posypujemy go cukrem pudrem.

 
 


Oto i cala filozofia pieczenia sernika, którą podkradłam mojej kochanej Mamci J

 

Smacznego!!!

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Tradycyjna, polska biala kielbasa


Biała kiełbasa, jak żurek, sernik i babka, są obowiązkowymi składnikami na wielkanocnym stole w każdym domu. Zdesperowana tym, ze „biała” jest dla mnie niedostępna, postanowiłam zrobić ją sama. Maszynę do mięsa mam, jelita kiedyś zakupiłam i czekały w zamrażalniku aż nadejdzie ich czas, tak wiec zabrałam się do roboty. Trochę byłam zestresowana tym, jak ta kiełbasa mi wyjdzie, bo wkońcu od tego zależą tegoroczne Święta ;) ale zakasałam rękawy i na kilka godzin przeistoczyłam się w masarza.
Wiecie co, wyszła mi genialna! Po ugotowaniu i rozkrojeniu nie topi się w hektolitrach wydobywającej się z niej wody, jest pełna mięsa a nie zwiększających masę kiełbasy dodatków i  nie jest tłusta. Po wystygnięciu jest nadal smakowita, nie zmienia się w pomarszczonego kiełbasianego mutanta. Muszę przyznać, że udało mi się zrobić kiełbasianą perfekcję J Aby wszystkich, którzy chcą spróbować jeszcze bardziej do tego zachęcić, muszę powiedzieć, że wcale nie było trudno. Skoro nawet taki początkujący masarz jak ja dał radę, to wszyscy dadzą.Także podrasujmy w tym roku Święta swoją własną kiełbasą zanurzoną w domowym żurku!
Składniki na ok 5,4 kg kiełbasy:
310 g wołowiny – mielimy używając najmniejsze sito
310 g wołowiny na gulasz – mielimy używając najmniejsze sito
1400 g karkówki wieprzowej – mielimy używając średnie sito
800 g szynki – mielimy używając największe sito
180 – 200 g słoniny – mielimy używając średnie sito
80 ml zimnej wody
10 g czosnku – przepuszczamy przez praskę
4 g pieprzu
4 g majeranku
45 g soli
jelita wieprzowe
Przygotowanie mięsa:
Jelita dokładnie myjemy i zostawiamy, aby moczyły się w wodzie. Wszystkie rodzaje mięs musimy zmielić  w maszynce używając przy tym różnych rodzajów sit, na początek jednak usuwamy z mięsa kości, jeśli takowe się znajdują i kroimy je w dość dużą kostkę. Mielenie zaczynamy od wieprzowiny. Gdy będzie już zmielona, dodajemy do niej zimną wodę i bardzo dobrze mieszamy, aby woda połączyła się z mięsem. Następnie mielimy pozostałe mięsa i dodajemy do wieprzowiny.
Do mieszanki mięs dodajemy przyprawy. Ich ilość zależy od indywidualnych upodobań, dlatego też najlepiej jest smakować podczas doprawiania. 
Napełnianie jelit:
Mokre jelito naciągamy na zmoczoną końcówkę do wyrabiania kiełbas. Ważne jest, aby jelita cały czas były mokre i łatwo naciągały się, jak również schodziły z końcówki – to zapobiega dziurawieniu jelit.
Nie związujemy jelita na końcu, lecz zostawiamy ok 4 cm zwisającego z końcówki – pamiętajmy, że gdy uruchomimy maszynę, na początku w ślimaku nie będzie mięsa tylko powietrze, jeśli zwiążemy końcówkę flaka, powietrze nie będzie miało ujścia i napompuje jelita. 



Jelita napełniamy mięsem dość ściśle. Po napełnieniu jednego odcinka, skręcamy zwoje o dowolnej wielkości. Na końcach jelita zawiązujemy supeł lub zawiązujemy je przędzą. 


Kiełbasę w tym stanie możemy zamrozić, ugotować lub sparzyć i przechowywać w lodowce.
Parzenie kiełbasy polega na gotowaniu jej w wodzie o temperaturze 70-75 stopni przez około 25 – 30 minut, aż do momentu w którym kiełbasa osiągnie wśrodku temperaturę 68 – 70 stopni.
Każdy ma swój sposób obróbki „białej”, ja ugotowałam ją i zjadłam w mgnieniu oka J





wtorek, 8 kwietnia 2014

Prawdziwy, tradycyjny, polski zurek


Bez niego nie ma prawdziwych świąt. Nie jemy tej zupy zbyt często, u mnie właściwie tylko na Wielkanoc, dlatego też niezwykle ważnym jest, aby wyszedł smaczny. Dziś oczywiście można przyrządzić go z torebki, ale jakoś nie mogę pogodzić się z myślą wystawienia czegoś z proszku na mój świąteczny stół. Dlatego co roku nastawiam zakwas i gotuję swój własny, niepowtarzalny żur. Co roku patrzę, jak szybko znika ze stołu i cieszę się, że znów wyszedł pyszny. Bo przecież to takie ważne, aby podtrzymywać nasze tradycje.
W tym roku planuję także zrobić własną białą kiełbasę. Nigdy wcześniej nie próbowałam, więc trochę spięta jestem, bo przecież biała kiełbasa to podstawa! Poprostu musi być!


Zakwas:
½ litra wody
100 g maki żytniej
2-3 ząbki czosnku
dodatkowo skórka z chleba pieczonego z zakwasu dla przyspieszenia procesu zakwaszania


Do dużego słoika wsypujemy mąkę, zalewamy ją ciepłą wodą i dobrze mieszamy. Czosnek obieramy z łusek, zgniatamy i wrzucamy do mąki z wodą.
Jeżeli mamy chleb, który możemy wykorzystać, odrywamy z niego skórkę i umieszczamy w słoiku. Bardzo ważnym jest, aby chleb był na zakwasie a nie z drożdżach! Słoik przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na tydzień. Sprawdzajmy go dość regularnie, gdyż zakwas trzymany w zbyt niskiej temperaturze może zacząć pokrywać się pleśnią.

Nie trzymajmy go też w salonie, gdyż z czasem zacznie wydzielać kwaśny zapach, dodatkowo ostro podsycony wonią czosnku.


Gdy otrzymamy juz zakwas, przechodzimy do gotowania żuru. Dziś nie mogę jeszcze zamieścić zdjęć, gdyż ja też dopiero swój zakwas nastawiłam i muszę czekać do świąt, aż dojrzeje J Przepis zaś publikuję juz teraz, aby ci którzy zaglądają na bloga mogli zdążyć z zakwasem na święta.

Żur:
250 – 400 ml zakwasu
750 ml wywaru z włoszczyzny
100 g wędzonego boczku
250 g wędzonej kiełbasy
3 -4 pętka dobrej białej kiełbasy
125 ml śmietany do gotowania
3 ząbki czosnku
1 łyżka maki
sól
pieprz
suszony majeranek


Boczek i wędzoną kiełbasę kroimy w drobną kostkę i obsmażamy na patelni. Do garnka wlewamy wywar z warzyw i zakwas. Podaję tu dość duże widełki jeśli chodzi o jego ilość, ale to ze względu na to, jakie są Wasze preferencje jeśli chodzi o kwaśność zupy i jak bardzo dojrzały był Wasz zakwas (im bardziej dojrzały tym kwaśniejszy). Wlewajcie zatem zakwas do wywaru stopniowo i smakujcie. Czosnek kroimy w drobną kostkę, lub przeciskamy przez praskę i wrzucamy do zupy razem z mięsem z patelni. Dokładamy białą kiełbasę i gotujemy aż 15 – 20 minut na wolnym ogniu.
Pod koniec gotowania dodajemy mąkę rozrobioną w śmietanie oraz sól, pieprz i majeranek do smaku.

Już sam zapach tej zupy sprawi, że święta będą wyjątkowe. Mam nadzieję, że od tej pory każdy z Was poświęci co roku trochę czasu, aby przygotować tę zupę w tradycyjny sposób!

Smaczego!

piątek, 4 kwietnia 2014

Kaczka vindaloo



Vindaloo jest bardzo popularną potrawą kuchni indyjskiej. Tak naprawdę pochodzi z Goa, ale jej smak rozsławił ją szybko wśród kuchni innych krajów. Nie zawsze używa się do niej kaczki, równie powrzechna, a może nawet bardziej, jest wersja z wieprzowiną lub kurczakiem, w oryginale nie zawiera ona też ziemniaków, ta modyfikacja przyszła z czasem poprzez wpływ innych kultur. Tak więc jeśli chcemy trzymać się oryginału zrezygnujmy z ich dodawania.
Sama kaczka jest kwaskowata ale i dość ostra, jeśli nie znosimy pieczenia w ustach, ograniczmy ilość dodawanego chilli do czterech zamiast sześciu. Podczas długiego gotowania wytworzy nam się dość gęsty, aromatyczny sos o głębokiej barwie. Ten sos aż się prosi, aby zamoczyć w nim chlebek Naan, sugeruję więc upiec sobie kilka... :)

Składniki dla 2 osób: 
4 nóżki kacze
35 g mąki
1 łyżka oleju
2 łyżeczki mielonego kminu
1 łyżeczka mielonych ziaren kolendry
1 łyżeczka kurkumy
½ łyżeczki mielonego kardamonu
6 małych papryczek thai (serrano) chilli grubo krojone
3 ząbki czosnku
2,5 cm świeżego imbiru pociętego w paski
40 ml białego octu
125 ml bulionu
1 średnia czerwona cebula
800 g ziemniaków, pokrojonych w duże cząstki
świeża kolendra


Nóżki kacze płuczemy pod zimną wodą  i osuszamy ręcznikiem. Na talerz wysypujemy mąkę i oprószamy nią kaczkę, nadmiar otrzepujemy. Na patelni rozgrzewamy odrobinę oleju i obsmażymy nóżki, aż do uzyskania złotego koloru skórki. 
 

Podpieczoną kaczkę przekładamy do dużego garnka.
Następnym krokiem będzie pokrojenie cebuli na drobną kostkę, chilli i ziemniaki na duże kawałki oraz świeżego imbiru w paski, na koniec przeciskamy czosnek przez praskę. 

Na suchą patelnię wsypujemy przyprawy i podgrzewamy je, aż rozwiną pełnię swego aromatu. Przesypujemy przyprawy do miski, dodajemy papryczki, czosnek, imbir i ocet a następnie miksujemy wszystko blenderem na gładką masę.

Pastę przelewamy do garnka z kaczką, całość dopełniamy bulionem, cebulą i ziemniakami. Garnek przykrywamy i gotujemy na wolnym ogniu ok. 3 godziny. 

Aby sprawdzić czy potrawa jest gotowa, badamy miękkość mięsa kaczki oraz ziemniaków. Ugotowane vindaloo przekładamy na półmisek i dekorujemy świeżą kolendrą. 


Serwujemy z ugotowanym ryżem lub chlebkami Naan.