niedziela, 30 listopada 2014

Dorsz na szparagach z boczkiem, sercówkami i ośmiorniczkami


To danie wspaniale łączy ze sobą różne smaki. Pokazuje nam dorsza w zupełnie innej odsłonie.
Dorsz jest rybą o suchym mięsie, nie ma zdecydowanego smaku, dlatego w tym daniu podrasowany jest przez podsmażany boczek oraz mięso małż i ośmiorniczek, niosące ze sobą mocny smak morza.
Spodobała mi się ta potrawa. Nie tylko smakuje wspaniale, ale wygląda znakomicie. Nadaje się zarówno na posiłek w ciągu tygodnia, jak i świąteczne danie. Każdy powinien spróbować!
 
Składniki na 4 porcje:
4 filety z dorsza
0,5 kg sercówek
15-20 ośmiorniczek
150 ml białego wina
20 zielonych szparagów
2 łyżeczki cieniutko posiekanych szalotek
100 ml oleju rzepakowego
2 łyżeczki szczypiorku
8 plastrów boczku
sól
Zaczniemy od ugotowania muszelek w winie. Do garnka wlewamy białe wino i wrzucamy oczyszczone muszelki i osmiorniczki, garnek przykrywamy i gotujemy 2 minuty, aż do otwarcia muszelek. Wyrzuć wszystkie nieotarte muszelki.
 
Wyjmujemy mięso sercówek ze skorupek, a płyn po gotowaniu sercówek i ośmiorniczek przecedzamy przez sitko na patelnie. Teraz gotujemy płyn powoli, aż zredukuje się do połowy. Zredukowany sos odstawiamy na później.
 
Szparagi przygotowujemy do gotowania. Odłamujemy ich dolną część.
Zagotowujemy osoloną wodę i przygotowujemy miskę z lodowatą wodą. Szparagi wrzucamy do gotującej wody i blanszujemy przez 2 minuty. Następnie przerzucamy szparagi do zimnej wody, aby zatrzymać proces gotowania. Szparagi odcedzamy i odstawiamy na bok.
 
Zabieramy się teraz za dressing. Do naczynia wrzucamy mięso sercówek, ośmiorniczki, szalotki, 70 ml oleju i dodajemy szczypiorek. Mieszamy wszystko i doprawiamy solą.
 
 
Dorsza układamy na blasze i solimy. Grill ustawiamy na średnią moc i wstawiamy rybę. Grillujemy ok.5 – 7 minut na każdej stronie, w zależności od grubości filetów.
 
 
Na rozgrzaną patelnię wrzucamy boczek i obsmażamy aż do zrumienienia z każdej strony. Na tą samą patelnię kładziemy szparagi i szybko obsmażamy. Boczek i szparagi kładziemy kolo ryby pod grillem i podgrzewamy przez ostatnie 3 minuty uważając, żeby nic się nie przypaliło.
 
W tym czasie delikatnie podgrzewamy dressing. Do małego garnuszka wlewamy sos z gotowania małż i dodajmy mieszankę z mięsem sercoewk i ośmiorniczkami. Podgrzewamy ostrożnie, nie doprowadzając do zagotowania.
 
Na talerzach układamy szparagi, na nich delikatnie kładziemy rybę. Danie dekorujemy plastrami boczku i polewamy sosem.
 
Zapraszamy do stołu!

sobota, 15 listopada 2014

Marokanska baranina z suszonymi sliwkami i figami

Wg. „The meat cookbook” Nichola Fletcher

 
Pyszne połączenie aromatycznej baraniny ze słodkim miodem i owocami, do tego przyprawy oraz świeżość mięty. To danie ma wszystko co trzeba, aby często gościć na naszym stole.

 

Składniki:
500 g łopatki baraniej pokrojonej w kostkę
2 białe cebule
85 g suszonych śliwek
85 g suszonych fig
150 ml herbaty
½ łyżeczki kurkumy
½ łyżeczki imbir
½ łyżeczki kminu
½ łyżeczki ras el hanout
1 ½ łyżeczki cynamonu
1 łyżka miodu
100 ml rosołu baraniego lub z kurczaka
4 łyżki jogurtu greckiego
1 łyżka mięty
30 g płatków migdałowych

 

Śliwki i figi przekrajamy na pół i przez 30 minut namaczamy w mocnej herbacie.
 
W tym czasie nagrzewamy piekarnik do 160 stopni. Cebule kroimy w małą kosteczkę. Kawałki baraniny osuszamy papierowym ręcznikiem i obsmażamy z każdej strony na ciemnobrązowy kolor. Po zrumienieniu zdejmujemy z patelni i odstawiamy na bok.
 
Na patelnię z tłuszczem po baraninie wrzucamy cebulę i smażymy, aż będzie miękka. Następnie dodajmy przyprawy i smażymy jeszcze 2 minuty, aby uwolniły swój aromat.

Przygotowujemy garnek przystosowany do pieczenia w piekarniku. Do garnka wkładamy baraninę, cebulę z przyprawami, dodajmy miód, namoczone owoce wraz z płynem i zalewamy wszystko rosołem. Garnek zakrywamy przykrywką i wstawiamy do nagrzanego piekarnika. Pieczemy przez 3 godziny.

 

Po upieczeniu dekorujemy baraninę płatkami migdałowymi. Podajmy z ryżem lub kuskusem i jogurtem z miętą.


شهية طيبة

wtorek, 11 listopada 2014

Rogale marcinskie



Kto ich choć raz spróbował, będzie odtąd każdego roku czekał na dzień Świętego Marcina. Są pyszne, każdy tak powie, czy Polak czy obcokrajowiec, wystarczy mieć na języku dwa kubki smakowe na krzyż, żeby docenić ich smak.
Ja mojego pierwszego rogala zjadłam 9 lat temu. Przywiozła mi go koleżanka z prosto z Poznania. Oczywiście po zjedzeniu tego smakołyku zapragnęłam więcej, a tu o zgrozo w Szczecinie ich nie było! Zostałam zatem zmuszona do samodzielnego pieczenia w celu zaspokojenia swego głodu. Dziś korzystam z okazji podzielenia się tym przepisem z Wami. Dwie ręce dam sobie uciąć, że jak raz w nich zasmakujecie, to wypiekanie ich co roku stanie się Waszą nową tradycją!



Masa makowa:
250 g maku – powinien być biały, lecz ten czarny też świetnie się sprawdzi
2 szklanki okruchów biszkoptowych
200 g cukru
120 g orzechów włoskich
120 g rodzynek
100 g masła
5 ml esencji migdałowej
skórka pomarańczowej z 2 pomarańczy



Ciasto:
550 g maki pszennej
2 jaja
25 g drożdży
100 g cukru
200 ml mleka
1/2 szklanki oleju
2 łyżeczki soli
100 g margaryny francuskiej





Najpierw robimy masę makową. Nie będzie to trudne tylko trochę czasochłonne. Ale tak to jest, jak się chce osiągnąć optymalny efekt. Mak zalewamy gorącą wodą i odstawiamy na godzinę. Po godzinie odsączamy i przepuszczamy dwukrotnie przez maszynkę.

Mak przekładamy do garnka, dodajemy do niego cukier i masło. Mieszankę smażymy na niewielkim ogniu uważając, aby mak się nie przypalił. Do gorącej masy dodajemy bakalie wraz z esencją migdałową. Mieszamy wszystko dokładnie i odstawiamy do ostygnięcia.

Teraz zabieramy się za ciasto. Zaczynamy od przesiania mąki i dodania do niej drożdży rozpuszczonych w ciepłym mleku. Następnie dodajemy jaja, cukier i sól. Ciasto wyrabiamy ręcznie lub w robocie na niskich obrotach. Pod koniec wyrabiania dodajemy olej i wyrabiamy jeszcze chwilę, aby wszystko dobrze się połączyło. Ciasto powinno jednak pozostać lepiące i chłodne. Wyrobione ciasto formujemy w prostokąt, zawijamy w folię i chłodzimy w lodówce.

Schłodzone ciasto odwijamy z folii i kładziemy na stolnicy. Smarujemy je 1/3 miękkiego masła, składamy na 3 części i wałkujemy (wygląda to jak proces tworzenia ciasta francuskiego). Po rozwałkowaniu ponownie schładzamy ciasto. Czynność tę powtarzamy jeszcze 2 razy. Po zakończeniu należy schłodzić ciasto przez 5-10 godzin. Ja jednak jestem zbyt niecierpliwa, zatem pozwolę mu leżeć w lodówce 1,5- 2 godziny a potem dalej do formowania rogalików :)

Schłodzone ciasto kroimy na 3 części wzdłuż dłuższego boku. Ciasto wałkujemy na grubość ok 4 mm i kroimy w trójkąty. Masę wyciskamy na ciasto najlepiej przy pomocy rękawa cukierniczego. Rogale zwijamy zaczynając od podstawy.









Gotowe rogale układamy na blaszce i zostawiamy do wyrośnięcia, będą gotowe, gdy podwoją swą objętość. Piekarnik nastawiamy na 180 stopni. Rogale smarujemy jajkiem z woda w stosunku 1:1 i pieczemy 20 minut. Gdy zobaczymy piękny rumiany kolor, wyciągamy z piekarnika.



Gotowe rogale smarujemy lukrem i przyozdabiamy pokruszonymi orzechami włoskimi.

Juz od samego pisania przepisu moje śliniaki zdwajają swą produkcję!



Przepis oparty na stronie wg. rogalemarcinskie.pl

wtorek, 17 czerwca 2014

Czekoladowa rozkosz


To ciasto zawsze robi furorę. Nie ma nikogo kto przejdzie koło niego obojętnie. Pasuje do eleganckiego przyjęcia, ale można też przygotować je tylko po to, aby zrobić sobie przyjemność. Jest intensywne w smaku, łączą się tu nuty czekolady, orzechów i kawy. Wszystko jest idealnie zbalansowane, a samo ciasto wygląda tak jak smakuje, po prostu obłędnie.
Sięgnęłam tu znów po przepis mojego mistrza Raymonda Blanc’a. Jego przepisy nigdy nie zawodzą!


Składniki:


Baza ciasta:
100g prażonych orzechów laskowych

100 g cukru
150 g razowych płatków


Na ciasto:
140 ml pełnotłustego mleka
325 ml śmietanki
2 jajka
340 g gorzkiej czekolady 80% kakao lub więcej (polecam Lindt)

Na karmelowe orzechy:
125 g drobnego cukru
8 orzechów laskowych

Na kawową piankę:
200 ml mocnego, czarnego espresso
1 płatek żelatyny


Zaczynamy od przygotowania bazy pod ciasto. Obrane ze skórki orzechy delikatnie prażymy na patelni. Następnie rozpuszczamy cukier na jasny karmel.


Orzechy i połamany karmel wsypujemy do blendera i miksujemy na jednolitą pastę. Orzechową pastę rozgrzewamy nieco na patelni następnie dodajemy do miski z pokruszonymi płatkami. Pastę i płatki mieszamy razem do jednolitego połączenia.


Spód formy do tarty wylepiamy orzechowo-płatkową masą i odstawiamy do lodówki na około 30 minut.


Mleko i śmietankę ostrożnie zagotowujemy, jednocześnie ubijając jajka w misce wtłaczając jak najwięcej powietrza. Gorące mleko przelewamy powolutku do jajek cały czas mieszając, aż do uzyskania gładkiej, gęstej masy. Czekoladę rozdrabniamy na małe kawałeczki i dodajemy do masy, mieszamy aż do całkowitego rozpuszczenia czekolady.


Spód ciasta wyjmujemy z lodówki i delikatnie zalewamy masą czekoladową, uważamy aby nie uwięzić bąbelków powietrza. Ciasto wkładamy do lodówki na około 12 godzin lub do całkowitego zestalenia.

Teraz przygotujemy karmelowe orzechy. Na patelni rozpuszczamy cukier, uważając aby nie nabrał zbyt ciemnej barwy. Obrane ze skórki orzechy (możemy powmieszać obrane z nieobranymi) nadziewamy na wykałaczkę lub patyczki do szaszłyków. Gdy karmel leciutko zgęstnieje zanurzamy w nim orzechy i wyciągamy tak, aby na spodzie orzecha uformowała się długa karmelowa nitka. Orzechy muszą teraz wyschnąć, wisząc swobodnie w powietrzu, więc musimy znaleźć jakiś sposób na zaczepienie wykałaczek.


Gdy nasza czekoladowa rozkosz jest już zestalona a wszyscy czekają na serwowanie smakołyku zaczynamy przygotowywanie piany kawowej. Piana będzie utrzymywać się przez dość krótki czas, dlatego też należy przygotować ją na ostatnią chwilę.

Na początek przygotowujemy mocne espresso. Połowę kawy podgrzewamy na patelni, aby była gorąca ale nie gotująca. Żelatynę namoczoną w zimnej wodzie (10 min.) odciskamy i dodajemy do gorącej kawy, mieszamy do całkowitego rozpuszczenia. Zimną kawę wlewamy do miski, dodajemy do niej gorącą kawę z żelatyną i szybko ubijamy trzepaczką, aż do uzyskania gęstej piany.

Na talerzu układamy pianę, na pianie delikatnie kładziemy kawałek czekoladowej rozkoszy. Całość dekorujemy karmelizowanymi orzechami.


Deser wygląda olśniewająco!

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Nalli gosht - jagniecina w jogurtowym curry z przyprawami

Wg Maunika Gowardhan

Przepis ten zaczerpnięty jest z bloga pewnej Indyjki imieniem Maunika. Dzieli się ona swoją kuchnią z wszystkimi, którzy chcą poznać jej tajniki. Lubię stronę Mauniki przede wszystkim dlatego, że mogę liczyć na prawdziwość podawanych przepisów, a tym samym na efekt bardzo zbliżony do oryginalnych indyjskich smaków.


Nalli gosht nie jest ostre, ani zbyt tłuste. Smak tegoż curry ma wiele poziomów, uzyskujemy to przede wszystkim dzięki marynowaniu mięsa. Jagnięcina po dość długim czasie przygotowywania i gotowania jest aromatyczna i dosłownie odpada od kości przy dotknięciu widelca. Jogurt, dodawany na końcu sok z cytryny oraz kolendra sprawiają, że danie ma rześki posmak.

Maunika podaje, że danie to jest częścią kuchni Mughlai, która posiada również tak znaną potrawę jak kofta. Zamieszczę pewnie jeszcze niejeden przepis tej Pani, mając nadzieję na wspaniałą podróż po indyjskim świecie smaków.



Składniki na 2 osoby:

 
Na zaprawę do mięsa:
4 golonki jagnięce w całości lub pocięte w grube plastry
3 ząbki czosnku
1,5 cm imbiru
1 łyżeczka łagodnej papryki
0,5 łyżeczki mielonych nasion kolendry

Na curry:
2 łyżki oleju
0,5 łyżki masła
4 cm laski cynamonu przełamanej na pół
3 zielone nasiona kardamonu
3 goździki
6 ziaren czarnego pieprzu
1 średnia biała cebula
1 zielone lub czerwone chilli
¼ łyżeczki łagodnej papryki
½ łyżeczki kurkumy
1 łyżeczka suszonych liści kolendry
0,5 łyżki pasty pomidorowej
2 czubate łyżki jogurtu greckiego
200 ml wody
sól do smaku
¼ łyżeczki gałki muszkatołowej
0.5 łyżki soku z cytryny
świeża kolendra do posypania dania



W oryginale potrawa zrobiona jest z całych golonek jagnięcych, ja jednak tego dnia nie dostałam takich, dlatego też wykorzystałam mięso z golonek pokrojonych na grube plastry. Mięso myjemy w zimnej wodzie, osuszamy ręcznikiem papierowym. Z czosnku, imbiru i odrobiny wody przygotowujemy pastę, dodajemy do niej paprykę oraz kolendrę. Powstałą pastę wcieramy w mięso i marynujemy kilka godzin a najlepiej całą noc.

W garnku lub patelni o grubym dnie rozgrzewamy olej i masło. Następnie wrzucamy laskę cynamonu, kardamon, goździki i ziarna pieprzu. Smażymy parę sekund, aż olejki z przypraw połączą się z olejem. Cebulę kroimy w drobną kostkę. Wrzucamy do przypraw, smażymy na średnim ogniu, aż do uzyskania brązowego koloru. Następnie dodajemy drobno posiekaną chilli, kurkumę i suszoną kolendrę. Smażymy przez chwilę. Jeżeli mieszanka zrobi się bardzo gęsta, możemy dodać trochę wody.

 
Po chwili smażenia przypraw dodajemy  pastę pomidorową i dobrze mieszamy, uważając, aby się nie przypaliło. Kawałki zamarynowanej jagnięciny kładziemy na patelni i obsmażamy 7-10 minut. Następnie dodajemy jogurt i wodę mieszając energicznie w celu otrzymania jednolitej konsystencji. Solimy do smaku.

Garnek/patelnię przykrywamy szczelnie pokrywką i gotujemy potrawę na małym ogniu przez ok. 1,5 godziny. Pamiętamy, aby od czasu do czasu sprawdzić potrawę i przełożyć mięso na drugą stronę.
 
Po godzinie gotowania dodajemy do curry gałkę muszkatołową. Mieszamy i gotujemy pod przykryciem następne 20/30  minut, aż mięso będzie całkowicie miękkie a sos gęsty.
Na koniec dodajemy do curry sok z cytryny i siekaną świeżą kolendrę.
 

Serwujemy z ryżem i chlebkami naan.


Zapraszam do stołu!
 
 

środa, 28 maja 2014

Coq au vin czyli kogut w winie



Coq to po francusku kogut. Niby kogut, bo do przepisu bierzemy kurczaka
J Proste danie a jakie pyszne. Pasuje bardzo do ziemniaczanego puree i sałatki z zielonej sałaty. To jedno z tych dań, do ugotowania którego nie potrzeba być dyplomowanym szefem kuchni. Wrzucamy składniki do garnka i cierpliwie czekamy, aż czas i temperatura zrobią swoje. Czyż może być prościej?


Składniki na 6 porcji:
20 szalotek
2 łyżki oliwy
6 kawałków boczku (ok. 390 g)
440g małych pieczarek
2 ząbków czosnku, zgniecione
1,8kg kurczaka całego lub ulubionych części kurczaka
500 ml czerwonego wytrawnego wina
240g marchewki pociętej w duże kawałki
3 listki laurowe
4 gałązki świeżego tymianku
2 gałązki świeżego rozmarynu
375 ml wywaru z kurczaka
70g koncentratu pomidorowego
35g mąki kukurydzianej
2 łyżki wody

 

Cebulki obieramy i odcinamy końcówki z dwóch stron. Zostawiamy je w całości. Na patelni rozgrzej łyżkę oleju. Na oleju obsmażamy cebulki, aż uzyskają złocistą barwę. Zdejmujemy je z patelni i odstawiamy na bok. Na tej samej patelni obsmażamy teraz boczek, pieczarki i zmiażdżony czosnek. Smażymy, aż do uzyskania chrupiącego boczku, następnie zdejmujemy z patelni.

Kurczaka dzielnym na 12 części, jeśli używamy całego. Na patelni rozgrzewamy drugą łyżkę oleju i smażmy na niej kurczaka, aż do uzyskania złocistego koloru skórki z każdej strony. Zdejmujemy kurczaka i wlewamy na patelnię wino. Mieszamy wino na patelni i zagotowujemy.

Kurczaka umieszczamy w dużym garnku, dokładamy cebulki, boczek, pieczarki, marchewki pocięte na duże kawałki, zioła, wywar, miksturę winną z patelni i koncentrat. Przykrywamy garnek pokrywką i ustawiamy na minimalnym ogniu. Gotujemy ok. 1,5 godzinny sprawdzając miękkość kurczaka.

Pod koniec gotowania rozpuszczamy mąkę w 2 łyżkach wody i dodajemy do potrawy szybko mieszając. Gotujemy jeszcze ok. 15 – 20 minut, aż do uzyskania gęstego sosu. Na koniec smakujemy i doprawiamy do smaku, jeśli będzie to potrzebne.


Pychota!

poniedziałek, 5 maja 2014

Swietokrzyskie kartacze - czyli "byki" mojej Babci


Niezapomniane „byki”, jak nazywa je moja Babcia… Potrawa przygotowana przez Nią jeszcze na długo przed moimi narodzinami. Nie pamiętam, kiedy pierwszy raz mi je podała, ale na pewno musiały zrobić na mnie wrażenie, bo od tego czasu wyczekiwałam na nie jak na zbawienie.
Babcia nie przygotowywała ich często, ich obecność na stole była zawsze czymś wyjątkowym. Cała rodzina zlatywała się do nich jak sępy na żer, ale Babcia zawsze dbała, aby jej wnusie najadły się pierwsze J
Sama potrawa pochodzi, jak moja Babcia, z rejonu Gór Świętokrzyskich i z tego co czytałam jest tam nadal obecna. Wiem też, że nadzienie może się różnić, jedni przygotowują kartacze z kiszoną kapustą i mięsem, inni z samym mięsem. Ja te z mięsem lubię najbardziej.
Dziś przygotowałam „byki” sama i niesamowicie jestem szczęśliwa, że udało mi się nie sprofanować tej ważnej dla mnie potrawy. Smakuje jak u Babci, no może prawie jak u Babci… J


Składniki:
2,5 kg obranych ziemniaków
2 duże cebule
0,5 kg mięsa mielonego wieprzowego
0,5 kg mięsa mielonego wołowego
słonina do wytopienia tłuszczu – najlepiej wytopić tłuszcz jeszcze przed przystąpieniem do pracy nad potrawą
sól
pieprz


tetrowa pielucha – najlepiej nie potraktowana kwiatkowym płynem do płukania J


Przygotowanie „byków” zaczniemy od farszu. W tym celu obieramy cebulę i kroimy w niezbyt drobne paski. Nie przykładamy się zbytnio bo i tak po obsmażeniu z mięsem wszystko zostanie zmielone. Na patelni rozgrzewamy smalec i smażymy cebulę, aż będzie miękka i uzyska złoty kolor. Następnie dodajemy całe mięso i smażymy mieszając jakieś 10 minut, aż będzie usmażone. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Przygotowujemy maszynkę do mielenia mięsa i przepuszczamy nasz farsz. Po ukończeniu mielenia odstawiamy farsz na bok, niech trochę ostygnie.

Teraz przechodzimy do byków. Na początek obieramy ziemniaki – jak widzicie powyżej wagę ziemniaków podałam już po ich obraniu – następnie myjemy i oddzielamy 0,5 kg, które nastawiamy do ugotowania. Resztę ziemniaków tarkujemy na papkę (tarka w gwiazdki jak na placki ziemniaczane).
Gdy całe 2 kilo ziemniaków zamienimy już w wodnistą papkę nadejdzie czas na odciskanie z nich soku. Tutaj przyda nam się tetrowa pielucha. Ziemniaczaną papkę przelewamy do pieluchy a następnie przy pomocy silnych – najlepiej męskich rąk – odciskamy cały sok tak, aby pozostały miąższ był zbity i lekko wilgotny.



 

Miąższ ziemniaczany wkładamy do miski, sok z ziemniaków zostawiamy aby chwilkę odstał, gdy gotowane ziemniaki będą już miękkie odcedzamy je i ubijamy lub mielimy na gładkie puree. Puree dodajemy do surowych ziemniaków, sok z ziemniaków ostrożnie wylewamy a osiadłą na dnie skrobię przekładamy do mieszanki ziemniaczanej. Wszystko solimy do smaku i mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji.

Na dłoni formujemy dość duży okrągły placek z mieszanki ziemniaczanej - grubości ok. 4 mm.  Na środku układamy dość sporo farszu i zamykając farsz w ziemniaczanym placku formujemy dłońmi kulę. Ugniatamy delikatnie uważając, aby farsz był szczelnie zamknięty w ziemniakach. Z tej ilości farszu i ciasta ziemniaczanego powinno wyjść od 10 do 13 dużych kartaczy.
Nastawiamy garnek z osoloną wodą, zagotowujemy i ostrożnie wkładamy byki. Woda powinna cały czas delikatnie bulgotać, nie wrzeć zbyt mocno, aby nie uszkodzić naszych kartaczy. Gdy byki zaczną wypływać na powierzchnię gotujemy je jeszcze ok. 3 -4 minuty, aby mieć pewność, że będą gorące w środku. Łyżką cedzakową wykładamy je delikatnie na talerz. Pamiętajmy, że kartacze wyciągane z gotowania są delikatne i łatwo można je uszkodzić, w miarę jak stygną ziemniaki robią się coraz twardsze dlatego po całkowitym ostudzeniu kartacze można przechowywać w lodówce lub zamrażalniku. Następnego dnia wystarczy takiego kartacza wrzucić na gorącą patelnię z tłuszczem, obsmażyć kilka minut, aby był w środku ciepły a na zewnątrz lekko przysmażony i gotowe!




Do podania kartaczy brakuje już tylko tłuszczu i skwarków. Najlepiej zrobimy przygotowując je zawczasu, aby potem już tylko go podgrzać i polać nim gorące kartacze tuż przed ich podaniem.




Palce lizać!!!!

wtorek, 29 kwietnia 2014

Tiramisu - włoskie szaleństwo


Wracamy do mojego pobytu we Włoszech. Oprócz przepisu na pizzę wywiozłam jeszcze przepis na to ciasto. Najbardziej znany włoski przysmak, uwielbiają go prawie wszyscy. Ja nie pijam kawy, ale na tiramisu ochotę mam zawsze. Zniewala smakiem, uzależnia, omamia i przyciąga, aby jeść więcej, więcej i więcej. Istnieje dużo wersji tiramisu, ta jest najbardziej rozpowszechniona. Możemy ją oczywiście modyfikować, zrezygnować z alkoholu lub dodać kakao do kremu. Możemy także przygotować pomarańczową wersję kremu poprzez dodanie do niej świeżo startej skórki i soku z jednej pomarańczy zamiast jednego z jajek.

Szalejmy zatem i przygotujmy coś od czego z pewnością się uzależnimy!


Składniki:
500 g mascarpone
4 jajka
7 łyżek cukru
600 ml kawy
10 ml likieru kawowego
2 opakowania włoskich biszkoptów „ladyfingers”


Na początku parzymy jajka w gorącej wodzie, następnie oddzielamy żółtka od białek. Do żółtek dodajemy ser mascarpone i cukier. Ucieramy aż do otrzymania jednolitej masy i całkowitego rozpuszczenia cukru. Białka ubijamy na sztywną pianę, następnie dodajemy je do sera z żółtkami i cukrem. Mieszamy bardzo ostrożnie, aby nie utracić lekkości piany.
Krem odstawiamy do lodówki na czas przygotowania biszkoptów.

Przy pomocy ekspresu do kawy przygotowujemy 600 ml mocnego naparu. Uważamy, aby w płynie nie było nie było drobinek fusów. Kawę osładzamy 2 łyżkami cukru, dodajemy alkohol i zostawiamy do ostygnięcia.


Biszkopty pojedynczo namaczamy w kawie, zależy nam na tym, aby całe nasiąkły ale uważamy, by się nie rozpadły. Namoczone biszkopty układamy ciasno na dnie naczynia, następnie pokrywamy warstwą kremu. W ten sposób budujemy 3 warstwy. Ostatnią trzecią warstwę ciastek pokrywamy kremem i odstawiamy do lodówki na noc, w celu zestalenia ciasta. Tiramisu posypujemy cienką warstwa gorzkiego kakao zaraz przed podaniem.

Można je przechowywać w lodówce nie dłużej niż 3 dni, tak krótki czas podyktowany jest zawartością surowych jajek w cieście.



Tiramisu nigdy nie ma się dość. Gdy już myślimy, że osiągnęliśmy nirwanę po kilku minutach wracamy po dokładkę J

sobota, 19 kwietnia 2014

Sernik Wielkanocny



 

Składniki na ciasto do 23 cm formy.

Masa serowa:
500 g tłustego twarogu
5 jajek
¾ szklanki cukru
2 łyżki masła
75 g rodzynek
szczypta soli
łyżka skórki pomarańczowej
cukier waniliowy


Spód:
1 szklanka mąki
2 żółtka
2,5 łyżek cukru
80 g masła
zapach waniliowy
szczypta soli

 


Zaczynamy od przygotowania ciasta na spod sernika. Do miski robota wsypujemy mąkę i pocięte na kawałeczki masło o temperaturze pokojowej. Uruchamiamy robota wyrabiamy aż do otrzymania piaskowej konsystencji. Następnie dodajemy sól i cukier zapach waniliowy i żółtka. Wszystko wyrabiamy aż do otrzymania jednolitego, dobrze wyrobionego ciasta. Formujemy niego kulę, zawijamy w folię i wstawiamy do lodówki.

W czasie gdy nasze ciasto na spód się chłodzi przystępujemy do przygotowania masy serowej. Pracę rozpoczynamy od namoczenia rodzynek w gorącej wodzie. Następnie dwukrotnie przepuszczamy twaróg przez maszynkę o najmniejszym sitku. Gdy twaróg będzie już gotowy, stopniowo dodajemy do niego cukier i po jednym żółtku stale mieszając na koniec dodajemy cukier waniliowy, sól i skórkę z pomarańczy. Gdy cały cukier i wszystkie żółtka znajdą się już w twarogu, rozpuszczamy masło uważający by nie nabrało wysokiej temperatury i dodajemy powolutku do masy dobrze umieszczając.
 
Ciasto na spód wyciągamy z lodówki, oddzielamy od niego niewielką jego ilość, aby na końcu zrobić z niego kratkę na wierzchu masy serowej. Obsypane mąką ciasto kładziemy pomiędzy dwa spore kawałki folii przeźroczystej i wałkujemy na dość cienki placek. Z góry ciasta usuwamy folię i przy pomocy folii pod spodem placka przenosimy go do formy. Teraz usuwamy folię całkowicie i układamy ciasto w formie. Piekarnik nagrzewamy do 160 – 180 stopni.

Białka jajek ubijamy na sztywną pianę i dodajemy powolutku do masy serowej. Mieszamy ostrożnie, aby nie zniszczyć struktury piany. Na koniec delikatnie dodajemy rodzynki i mieszamy 2 – 3 razy , aby równomiernie rozłożyły się w cieście. Masę przelewamy do formy.

Akcentem końcowym będzie rozwałkowanie pozostawionej reszty ciasta na cienki placek i wycięcie z niego niezbyt szerokich pasków. Paski te układamy na górze sernika formując z nich kratkę.
 
 
Sernik wkładamy do nagrzanego piekarnika na 50 – 60 minut. Po upieczeniu zostawiamy do ostygnięcia. Gdy będzie już zimny posypujemy go cukrem pudrem.

 
 


Oto i cala filozofia pieczenia sernika, którą podkradłam mojej kochanej Mamci J

 

Smacznego!!!